Listy z Minnesoty. Jesień 2026
„Listy z Minnesoty”. Jesień 2026
0 stron reklam i 72 strony o życiu, pieniądzach, związkach, Ameryce, Minnesocie i zwykłych codziennych pierdołach, którymi wszystkie zawracamy sobie głowę: co na obiad, co przeczytać, czy istnieje jakiś genialny podkład za mniej niż milion i najlepiej nie z Sephory.
W tym numerze między innymi:
O tym, ile naprawdę mamy wolności, kiedy na własnym koncie nie mamy własnych pieniędzy. O finansach w związku i moim finansowym dekalogu, który miejscami może brzmieć, jakbym była wyrachowaną i zupełnie nieromantyczną harpią.
O czerwonych flagach w relacjach. Ale takich na serio, a nie, że: nie pisał do mnie od 45 minut, a widziałam, że był aktywny na WhatsAppie.
O randkowaniu po czterdziestce i o tym, jak poznałam własnego męża, kiedy byłam już gotowa, aby spędzić życie jako cudownie szczęśliwa singielka otoczona stadem kotów.
Jest też gość numeru MŁ i jej historia o byciu „idealną żoną” oraz o tym, jak bardzo nie warto taką żoną być.
Jest smutna historia rdzennych kobiet z Minnesoty, trochę o dziwnym minesockim języku i jak zwykle tekst o książkach, przepisy z mojej restauracji, oraz moja kosmetyczka.
Jest też odpowiedź na list do redakcji, gdzie uderzam w instagramową klasę próżniaczą, przez którą zwykły człowiek zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem jego życie nie jest beznadziejnie beznadziejne.
Czyli jak zwykle: trochę Ameryki, trochę życia, trochę rzeczy poważnych i trochę takich, o których zaczynamy gadać z dziewczynami przy winie, a kończymy dziesięć godzin później.