„Na drodze do potęgi umysłu”
Niniejsza króciutka książeczka dotyczy długiej drogi różnych doświadczeń,
jakie w świetle obecnego poznania nabrały wyjątkowego znaczenia.
Nie jest więc ona chwaleniem się z „własnych osiągnięć”, lecz
chciałaby służyć przykładem skromnych czynów, jakie są
możliwe na drodze duchowego rozwoju. Niech więc
owe doświadczenia będą może niewielkim
przykładem,
może pewną zachętą
czy też nawet natchnieniem do
wytrwałości w pokonaniu swoich słabości,
a przy okazji być może pozwolą zauważyć to, co stale
mamy przed swoimi oczami, lecz w ogóle tego nie widzimy.
Liczba stron: 25
Liczba słów: 13815
Wielkość: 4,59 MB
Spis treści
1. Dedykacja dla mojej Mamy.
2. Wstęp. Kilka słów uzasadnienia.
3. Możemy jeszcze wygrać ten mecz.
4. Dziecięce, lecz dorosłe postanowienia.
5. To dzięki mojej Mamie jestem taki zdrowy.
6. Uwierz w potęgę swoich myśli i ciesz się zdrowiem.
7. Zakończenie. Wszystko jest możliwe, wystarczy w to uwierzyć.
Wstęp. Kilka słów uzasadnienia.
Cyfrazę, czyli bloga, tłumaczę książkę żony z języka hiszpańskiego na język polski i pomagam w administracji strony internetowej Misji Faraon, dbając również o należytą oprawę przekazów myślowych Duchowego Opiekunem Ziemi EA, legendarnego boga Sumeru. Chciałbym tutaj dodać, że bardzo lubię zajmować się tymi przekazami, ponieważ traktuję je jak listy z Wyższego Wymiaru do ludzkości, w związku z czym nabierają one szczególnego dostojeństwa. Oprócz tego staram się dbać o poprawność języka polskiego i dlatego często zastępuję wyrażenia pochodzenia obcego polskimi słowami, co oczywiście nie zmienia samej treści, znaczenia ani zawartości tak ważnych dla ludzkości przekazów.
Jednak teraz całą swoją uwagę i cały swój wysiłek postanowiłem poświęcić pisaniu tej książki. No tak, trochę przesadziłem z tym stwierdzeniem, bo muszę się przyznać, Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku, że przecież wszystkich obowiązków domowych nie pozostawiam mojej żonie i naszym dwóm synom. Wcale nie. Mam silne poczucie odpowiedzialności. Tak samo jak moja małżonka gotuję, zmywam, sprzątam, piorę, robię zakupy, a przede wszystkim zajmuję się naszym gościem i pacjentką. Również w nocy potrzebuje naszej pomocy. Nasi synowie także dzielnie nam w tym pomagają. Wszyscy poświęcamy jak największą uwagę ich babci.
A do tego wszystkiego dochodzi jeszcze jedna sprawa, do jakiej muszę Ci się przyznać. Otóż, moja teściowa jest wyznania rzymsko-katolickiego, a co do mojej skromnej osoby, to wiele lat temu zmieniłem swoje wyznanie właśnie z rzymsko-katolickiego najpierw na Luterańskie, a ostatnio na Uniwersalne, czyli takie, które czerpie swoje prawdy z wielu innych głównych religii, a także wierzeń rdzennej ludności tej Ziemi. Na całe szczęście moja żona w pełni świadomie podziela taki pogląd. Wynika on w głównej mierze z wiedzy i nauczania, płynącego właśnie z przekazów telepatycznych Istoty Duchowej Enki. Oczywiście nasi synowie są uczeni tego samego, o co z całą starannością dbamy żeby mieli otwarte umysły, a zwłaszcza wolne od wszelkich niewłaściwych wpływów.
No i jak nietrudno Ci się domyślić, mieliśmy i wciąż mamy wiele bardziej lub mniej burzliwych rozmów na tle religijnym, głównie między moją teściową a mną. Wcześniej, to i mojej żonie często się zdarzało toczyć zacięte spory ze swoja mamą w dochodzeniu religijnych racji i prawd. Niemniej ostatnio udało się obu paniom złagodzić, i to bardzo, ton swoich wypowiedzi, dzięki czemu mogą już spokojnie o tym ze sobą rozmawiać, wyrażając swoje zdanie bez odbierania prawa do tego samego drugiej osobie.
Tylko że niestety sam jeszcze o tym zapominam, dając się ponieść wysokim falom silnego sprzeciwu wobec pewnych niedorzeczności, jakich jeszcze nie tak dawno sam byłem żarliwym wyznawcą i tak gorliwym obrońcą. A w związku z tym cały czas sobie obiecuję, że już koniec z teoretycznymi i niepotrzebnymi sporami. Niech czyny same za siebie przemówią. Każda osoba ma święte prawo do swoich przekonań i do własnego zdania. Mnie również nie byłoby miło, gdyby ktoś zawzięcie zwalczał moje poglądy. A wobec tego będąc wyznawcą Miłości Doskonałej, tę miłość powinienem okazywać wszystkim, a w największym stopniu swoim bliskim. Trudne to zadanie, ale nie ma przecież nic niemożliwego. Niech więc i te okoliczności sprzyjają doskonaleniu się i dokonaniu następnych aktów wiary.
Bo właśnie każdy akt wiary wynika z siły umysłu, wynika z głębokiego przeświadczenia, że tak jest właściwie. Każdy akt wiary powstaje na gruncie poznania, na gruncie niezachwianej pewności o słuszności dokonanych wyborów. Kluczem wiary jest więc siła umysłu, ale to w moim przekonaniu, ponieważ Tobie może się wydawać inaczej, bo przecież nie można tutaj pominąć siły uczuć. Jak najbardziej masz rację i nie zamierzam się z Tobą spierać. Mniejsza tutaj o szczegóły, bo najważniejsze są czyny wynikające z wiary. A jakie są te czyny? Na to pytanie to tylko sama wiara odpowiedź najlepszą dać potrafi. Im większa wiara, tym większe czyny.
Trochę tutaj odbiegłem od tematu, bo przecież miało być o potędze umysłu, chociaż tak na dobrą sprawę, to umysł wspiera wiarę, a wiara wzmacnia umysł… A wracając do sedna sprawy. Kiedy kilka lat temu dane mi było wziąć udział w kursie kontroli umysłu według metody, którą w latach pięćdziesiątych opracował meksykański psycholog José Silva, nagle uświadomiłem sobie, jak wiele zawdzięczam pozytywnemu myśleniu, a przede wszystkim temu programowi, jaki moja mama wgrała w mój umysł i to od najmłodszych moich lat, czyli od samego dzieciństwa.
Zanim jednak o tym przeczytamy, to pozwól mi proszę, Droga Czytelniczko i Drogi Czytelniku, opowiedzieć pewna historię z mojego dzieciństwa, jaka by nie zajęła tutaj swojego poczesnego miejsca, gdyby nie doświadczenie sprawczej siły wiary. Inaczej mówiąc siły pełnego przekonania w dokonanie tego, co wydawało się być rzeczą zupełnie niemożliwą.